Translate

środa, września 19, 2012

Jesień puka

Gdy dziś rano wychodziłam do pracy - było względnie ciepło. Jak wybiegłam na chwilę na obiad z biura - zimno przeszyło mnie. Czyżby jesień? Chyba tak. Fajnie byłoby uciec na cieplejszy kontynent.
U nas czas płynie szybko. W piątek na rozpoczęcie weekendu idę do dentysty na rwanie. Nikt mnie nie będzie rwał, tylko coś mojego - ósemkę. Brrr - boję się. Ale cóż taka karma. Dodatkowo jestem posiadaczem niesprawnego kolana - mam uszkodzoną chrząstkę kolanową - po mądremu to chondromalacja 2. stopnia.  Także kuleję - już mniej - leczę się farmakologią, która nie jest dobra dla mojej wątroby. Ale cóż - starość nie radość.
A Młody - też chodzi na zajęcia - z logopedą - a jakże. Nie wymawia właściwie - r, dz, sz, cz. Także  każdego wieczora w domu - ćwiczymy np. kląskanie, buźkę w ciup etc.

Na dodatek okazało się, że abonament rtv trzeba płacić...

Jeszcze niedawno było tak


A dziś

 

poniedziałek, września 10, 2012

Na głupotę ludzką lekarstwa brak

Chyba nie można tego inaczej określić. Dziś po południu jak zwykle odbierałam Młodego.  Po drodze do domu rozmawiałam z mamą jednego z przedszkolaków - z grupy Młodziana. Ciągłe pytania to zerówka czy pierwsza klasa i ostatnio na topie - odżywianie - zdrowe. Pytanie, co jest zdrowe. Temat mnie ten strasznie męczy, bo każdy rodzic mądrzejszy od drugiego w tej kwestii. Za dużo słodyczy, zupy mleczne, których dzieci nie trawią i lądują w ściekach. Temat rzeka. Koleżanka w tej kwestii rozsądna, a że nie bytowała na zebraniach Rady Rodziców to niewiele wie. Więc ja ją oświeciłam w temacie - jak przedszkole w tej kwestii działa. Ale przechodząc do rzeczy. Przycupnęliśmy sobie na trawie, rzeczy położyłam n klombie z jakąś roślinnością (płożącą), Młodzian tam przycupnął. Chłopaki wcinali buły, a my gadałyśmy. Przechodziła starsza kobieta (60.tka) pchająca wózek z dzieckiem oraz z 4.latkiem przy boku. No i wyjechała do mojego Młodego i do nas, że gdzie on siedzi. Zabierać stąd rzeczy itd. Koleżanka na to, że jak psy srają i obsikują każdy krzaczek to też zwraca każdemu właścicielowi uwagę?? Ja na to, że mamy prawo wszędzie się rozkładać, gdzie chcemy - teren publiczny. A po drugie - to nie ma prawa krzyczeć na moje dziecko. Lepiej niech pilnuje swoich spraw. Wywiązała się mega awantura. Młody wpadł w spazmy z uwagi na fakt, że babsko chwyciło za rzeczy mojego Młodego. No i babsko sobie poszło. Pytanie, co ja powinnam zrobić? Grzecznie zwróciłam uwagę. A szczerze powiedziawszy to chyba powinnam dać z liścia... Ale tak przy dziecku. Chyba będziemy mieli okazję spotkać jeszcze babcię z wnuczkami? Kultura na nią nie działa... Z liścia - przy dziecku? A może podejść i wyjaśnić jej dobitnie (po budowlanemu), by swoje kompleksy wyładowywała na kim innym.
No i ostatnia kwestia jedzeniowa przedszkolna. Mama dziewczynki ode mnie z przedszkola  stwierdziła, że nie podoba jej się, że dzieci z okazji urodzin przynoszą słodycze i jej córka musi jeść. Ja na to - a kto jej kazał jeść. Nie musi. Ona na to, dlatego wysyła swoją córkę do prywatnej szkoły. Ja na to - niech żyje nam społeczeństwo snobów.
Czy tych ludzi kompletnie wykręciło? 

sobota, września 08, 2012

Together

Żeby nie było, że nas nie ma. 
Jesteśmy. Mamy się jakoś... 
Młodzian w przedszkolu - ostatni rok. 
Mama w  tej samej pracy - kolejny rok. Tata Młodego - w swojej firmie kolejny rok. 
Także życie płynie. 
Kłopot w tym, że mamie Młodego to już kolejny rok (10.tka była dwa lata temu), ciąży strasznie. 
Ciąży, bo nie widzi zmian, nie widzi, by management miał pomysł na firmę. 
Mama Młodego nie chce być na dryfującym okręcie. No, ale na razie jest.

A jak ciąży to może ciąża???

Oj, żarty mnie się trzymają przy sobocie...

ps. u nas strasznie zimno. Brrr...

poniedziałek, sierpnia 20, 2012

Gofra??

Obiecałam wczoraj Młodemu przygotować gofry. 
Wczoraj późno wróciliśmy do domu, po naszej tygodniowej nieobecności, więc jakoś udało mi się wyłgać. Jednak dziś już wyłgać się nie mogłam. 
Też było późno, ale co tam - obiecane.
Młody wsunął jednego - reszta czeka na jutrzejszy dzień.
Częstujcie się!



środa, sierpnia 08, 2012

Siostra

jakoś tak zawiodła. Na wakacjach przeżyłyśmy obie razem, ale było ciężko - nie znoszę, jak ktoś wiecznie krzyczy na dzieci. Ja nie krzyczę!O finanse też poszło. Następnym razem - mieszkamy oddzielnie. Młody też doszedł do wniosku - mieszkamy tylko razem - dwoje, ewentualnie troje (jak tata znajdzie czas)! Jestem za.
A dziś Młody wraca i miał być u mojej siostry, a raczej pod skrzydłami mojego taty u mojej siostry. Jednak dziewczyny mojej siostry miały zapalenie spojówek - nie wiadomo, czy podłoże bakteryjne, czy wirusowe. Były tydzień w hotelu z basenami. Więc przyczyny mogą być różne. Dziś dzwonię do siostry z pytaniem, jak oczy dziewczyn i przedstawiam moje obiekcje. Ona na to, że starsza już prawie ok, ale jeszcze jej mąż ma (chodzi do pracy, spotkanie Młodego z jego wujkiem praktycznie graniczy z cudem - wychodzi bladym świtem i wraca po nocy). Więc obiekcje mam jeszcze większe. Siostra nie naciska, by Młody dołączył do teamu. Ripostując, mówię, że się jednak zastanowię. Jednak gdybym się kierowała do nich to upiekę pałeczki z kurczaka, to mąż mój podrzucając Młodego przekaże. Ona na to - krótko, dosadnie - dziewczyny nie lubią pałeczek. Ja na to, że kotletów nie będę smażyła! 
Cd. rozmowy. Przyszły tydzień mam wolny - jadę do rodziców, raczej do taty - mama w sanatorium. Tacie będzie miło, jak będziemy razem z nim! Na moje pytanie, czy dziewczyny także jadą, odpowiedziała, że jadą na łódki, a później jadą do dziadków. Ja na to - rozumiem, że będą u teściowej mojej siostry - ona na to - wybiorą sobie. Moja odpowiedź - mamy nie ma, więc chyba nie mają za dużego wyboru... (ja w garach nie będę stała całe dnie, bo jedna zje to, a inna coś innego itp.)
Po tej rozmowie złość mnie trochę poniosła. Mój mąż jest zły (nie ma ideałów), nasz ojciec też nie za dobry (to po, co po niego dzwoni, by przyjechał. Jak trwoga to do Boga...). Ostatnio tata też był zawezwany do pomocy, bo ona musiała z mężem wyjechać, a ja nie mogłam, bo to był Dzień Taty i chciałam jechać do taty. Więc siostra ugrała tak - ściągnęła tatę, ja przyszłam w ciągu dnia, a wieczorem, kiedy nie był potrzebny, spał u mnie (nie mam 100 m mieszkania, spanie na podłodze wchodzi w grę). Ja tatę zabrałam na włóczęgę po moim mieście. Było wspaniale. 
Rodzice nie są tylko od pilnowania dzieci, ale również im się też coś należy. Iść z nimi na spacer, odświeżyć ich pamięć o miejscach dawno przez nich niewidzianych jest naprawdę urocze.
Od razu zrobiło mi się lżej...

wtorek, lipca 31, 2012

Plany i po planach

Miał być rower są rolki. Powód  - gdzie ja będę go trzymała? Rolki bardziej pakowane. 
Młody znowu u babci - teraz  drugiej. Tęskni przeokropnie. Ja też.
Nadal jestem zabiegana. Jazdy, lekarze przeróżnej maści. Byłam również ofiarą gastroskopii. Okropność. 
No i spotkania ze znajomymi, których dawno nie widziałam, nie odwiedzałam. Przyjemność ogromna.
No i co ważne - w ostatni piątek był koncert RHCP w niesamowitym towarzystwie warszawsko-krakowskim. Doznania i przeżycia pozostaną na długo.

A jutro? Odwiedziny Młodego na działce babcinej. Uściskom nie będzie końca.




PS. Czego projektanci nie zrobią dla nas kobiet!
Jestem posiadaczką nie takich, ale  bardziej zwykłych rolek. Ale te też są interesujące...

czwartek, lipca 19, 2012

Wakacje

Wakacje minęły. Już od tygodnia biegam do pracy, Młody jest u moich rodziców. I tęsknię za nim przeokropnie.
A jak było nad morzem? W ciągu dwóch tygodni nad morzem naprawdę można odpocząć. Odciąć się od pracy, od kłopotów (a mam jakieś???? ha, ha, ha). Pogoda wspaniała. Choć zdrowotnie różnie. Ja jechałam bez głosu  - niektórzy byli zadowoleni, że w ciągu podróży siedziałam cicho!! No i Młodego dorwał jakiś wirus 40 stopniowy. Miałam okazję poznać doktora nad morzem. Uczynny, miły, słowem lekarz z powołania. I tak Młodego trzymało prawie cztery dni. Więc siedzieliśmy w domu troszkę! Po okresie chorobowym chodziliśmy nad morze, kopaliśmy doły, budowaliśmy zamki i kąpaliśmy się w ciepłym morzu. Naprawdę było wspaniale. Pogoda wymarzona, tylko to jedzenie. Fe!