Prawie wakacyjnie oznacza, że dziś z przedszkola wracałam jak wielbłąd. Obok zwykłych zakupów, pieska Młodego - Herosa, tarmosiłam ogromną torbę ze skarbami przedszkolnymi, czyli pościel, piżama, strój na gimnastykę, prace Młodego oraz książkę w 4. częściach. Także troszkę tego było. Jednak jak na każdą mamę przystało, obarczona tymi ciężarami... rozmawiałam przez telefon, a jakże. A co poza tym u nas? We wtorek rano musiłam oddać swojej cennej krwi do celów badawczych, powrotną drogę zaplanowałam sobie przez park. Zielono, pachnąco, ludzie spokojnie idący do pracy - to u nas rano niecodzienny widok. Kocham wiosnę, lato, bo wtedy takie szwędanie jest wskazane.
Sprawa nadal nierozwiązana - nie mogę dodać komentarzy u Bovary - więc komentuję tutaj: zadroszczę wakacyjnego bezstroskiego czasu; nastepnie u Polly nadal jestem nieproszonym gościem, czytaj - nie mogę wejść (wali błędem).
Tak poza tym to od piątku jestem na urlopie (HURA!!!). Za tydzień wracam do pracy na tydzień i później znowu wolne. Młody ma wakacje - szkoda mi go było wysyłać na dyżury wakacyjne, więc na maksa organizuję mu czas w lipcu. W sierpniu trochę moi rodzice, trochę mąż mój...
Gdybym się nie odzywała do 2 lipca (wtedy autobus będzie nas wiózł nad morze) WSPANIAŁYCH WAKACJI. Melduję się po powrocie.