Translate

sobota, marca 22, 2014

Siła

Teatru nie odpuściłam w zeszły weekend. Opatulona, walcząca z wiatrem dotarłam na miejsce. Sztuka przezabawna, w końcu nazwa teatru zobowiązuje...


A w ten weekend mimo, że niebo nie chce "wpuścić" słoneczka planujemy dzień na zewnątrz. 
Wędrówka po Stacji Filtrów, która z zewnątrz wygląda imponująco brzmi bardzo zachęcająco.
 Mam nadzieję, że się uda...

Podczas kilkudniowej bytności w domu zajrzałam do lutowego"Zwierciadła"
(wszystkie kolorowe gazety jakoś tak zawsze czekają nim do nich zajrzę)
i tam natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł,
rozmowę z Panią Iwoną Majewską-Opiełką - psychologiem.
Rozmowa dotyczy MOCY  w każdym z nas. MOC brzmi jakoś zjawiskowo, tajemniczo.
Zajrzycie do "Zwierciadła" lub na stronę Pani Majewskiej-Opiełki,
a może dowiecie się więcej o samych sobie.

Znacie taką definicję celu?


Cel to marzenie z datą realizacji.






Udanego weekendu.

S.







sobota, marca 15, 2014

Pierwszy raz

Pierwszy raz choróbstwo tak mnie zmogło. Chorowanie zapoczątkował mąż, który szybciutko się pozbierał. Dokuczam mu mówiąc, że z takimi gabarytami choroba nie wygra (nie jest źle, ale inaczej niż było 7 lat temu:-). Chorobę przejęłam i ja - zaczęło się niewinnie, myślałam, że na katarze i bólu gardła się skończy. Wirus był sprytniejszy. Zaatakował moje zatoki, głowę. 
I wiecie co? Zamiast dziś pędzić w gościnę do Młodego kolegi leżymy w łóżku. Młodemu pozwalam na granie w Minionki, głowy nie mam na organizowanie zabawy (już jest zajęta przez zatoki).

Wieczorem ma być teatr. Może dam radę...

Młody, gdy rano się obudził mówi zachrypniętym głosem - próbowałem Was zawołać w nocy, ale tak mnie gardło bolało...

Wiosno, ech to Ty....





wtorek, lutego 25, 2014

Podatkowo

Ech i podobno ma być nam lżej, Państwo ma nam pomagać itd.

Rozliczałam dziś PIT. 
Niby mamy ulgę na dziecko, ale możemy jej nie mieć.
Niby mamy ulgę na internet, ale możemy jej nie mieć.

Uff - na dziecko się załapałam.
Na internet nie. Przez dwa lata miałam dobrze, ale teraz muszę dać Państwu odpocząć od wydatków.









sobota, lutego 15, 2014

Bilans

Miesiąc temu byłam z Młodym na spóźnionym bilansie sześciolatka. Spóźniony, bo Młody wiecznie z glutem (w grę wchodziło jeszcze szczepienie pięciolatka), zapisany był w październiku zeszłego roku - z uwagi na kolejki przyjęcie pacjenta mogło nastąpić w 2014. No więc z uwagi na godzinę kompletnie nie nadającą się do wkomponowania w grafik mojej pracy - godz. 11.45 - wzięłam wolne. Stawiliśmy się z kartą od pielęgniarki ze szkoły celem jej podpisania. Pani pielęgniarka z przychodni nie zważyła, nie zmierzyła. Spisała z karty pielęgniarki szkolnej - dane z września 2013. Nieważne, co tam. Pani doktor, w zastępstwie naszej Pani doktor, osłuchała Młodego, zajrzała do gardła, chciała mnie skarcić za zbyt późne przyjście na szczepienie (obroniłam się terminami i niewiedzą nt. szczepień Pań pielęgniarek), spytała, czy Młody nadwyręża budżet lekarzy specjalistów (uczciciwie i z ogrmną skrupulatnością, powiedziałam, że tak, choć tutaj też wchodzimy w komercję), na koniec kazała powiedzieć Młodemu "rower". W związku z tym, że Młodego "r" należy jeszcze do bezdźwięcznych, z przerażeniem spytała, czy jest pod opieką logopedy? Powiedziałam, że tak - prywatnie. Publiczna kasa nie dla Młodego. No to szczepimy - na koniec powiedziała.
Dodam, że Młody w karcie pielęgniarki - koślawość kolan, skrzywiony kręgosłup... Na sisuiaka nie spojrzała.
Dzięki Bogu, że do ortopedy też chadzamy, z jego kręgosłupem i nogami nie jest tak źle.
Więc zadaję sobie pytanie, czy to jest bilans? Rodzic jednocześnie musi mieć specjalizację lekarską. Jeśli bilans wygląda tak jak nasz to problemu zdrowotnego lekarz nie wyłapie.

ps. ten moj tablet mnie nie lubi. Żadnego zdjęcia nie chce załączyć...

poniedziałek, lutego 10, 2014

Moralizatorstwo

Młody je banana i jak zwykle do końca wciągnąć nie daje rady, co oczywiście artykuuje. Jego tata na to: Ty zostawiasz jedzenie, a dzieci w Afryce głodują...
Popatrzyłam na męża swego i w duchu pomyślałam: My  Afryce nie możemy pomóc.
Mąż wciągnie wszystko...

Dobrej nocy.

S.

poniedziałek, stycznia 27, 2014

Wtopa

W zeszłym tygodniu w Młodego zerówce, jak co miesiąc, było zebranie. 
Mąż się spóźnił ciut, zamarzłam wracając z Młodym do domu, do szkoły kawałek. 
Doszłam do wniosku, że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie i nie poszłam. 
Z mężem wymieniłam pogląd na ten temat, na koniec reasumując, że mi się nie chce.


Wychowawczyni dziś do mnie, poszłam na dyżur, mówi - Młody mówił, że się pani nie chciało. Zamurowało mnie...

niedziela, stycznia 19, 2014

BIG LOVE

Zwykle, gdy mam obejrzeć jakiś film kinowy w telewizji, zaglądam do internetu i czytam opinie. Rzadko zasiadam przed telewizorem, z różnych powodów - brak czasu, płytkość i głupota programów, jednym słowem strata czasu. Tym razem było inaczej. Dom spał, a ja późno w nocy oglądałam BIG LOVE. Film polski, o którym kiedyś usłyszałam, że łamie polskie stereotypy kina na temat alkowy. Obejrzałam z zapartym tchem. Film skojarzył mi się z filmem mojej młodości "Uprowadzenie Agaty". Fabuła dość przewidywalna, mimo to świetna gra aktorów młodego pokolenia (bardzo odważna),  zdjęcia, muzyka. Myślę sobie, że to może być film poglądowy dla młodzieży - czym jest miłość. Jest czymś w rodzaju ostrzeżenia, że nie jest to tylko emocjonalne, radosne uniesienie (przyslowiowe motyle w brzuchu). Milosc moze niesc zniszczenie, przerazac i sklaniac ludzi do brutalnych czynów. Film ocieka seksem -szaleńczym, mlodzienczym, który jest osia ich relacji.  I zastanawiam się dlaczego film zdobył malo przychylne recenzje. Zbyt odważny? Daleki od zwyklej tematyki polskiego kina - wojna, problemy rodzinne - kino 'dolujace'.

Myślę, że młodzież więcej wie, niż się rodzicom wydaje. 

Wrzucam trailer na zachete.