Translate

niedziela, września 01, 2013

Resume

Lubię takie niedzielne poranki. Kawa, komputer, a chłopaki w domu śpią.
Nadrabiam zaległości - zaglądam na Wasze blogi, wyszukuję nowe.

Dziś u nas jesień. Pada od samego rana, pochmurno i smutno.

Będąc nad morzem spotkałam już jesień. Owoce jarzębiny, spadające liście, krótkie dni.
A nasze morze, cudowne jak zawsze - zimne, spienione, i mimo tej temperatury zachęcające do kąpieli.
Szczególnie, gdy trójka dzieci - prosząco się do mnie uśmiechała. 

Pierwszy raz byłam  w Dębkach, a raczej na uboczu Dębek. Nie musieliśmy codziennie przedzierać się przez zatłoczone "centrum" - samochody, rowery i piesi na jednej drodze.
Dębki urocze - droga nad morze przez Park Krajobrazowy. Leśne ścieżki rowerowe - zatłoczone - przez chrząszcze i bezmuszelkowe ślimaki w rozmiarze XL.

Mimo, że pogoda nad Bałtykiem - jak zwykle ma focha - uwielbiam je.


wtorek, sierpnia 06, 2013

Słonecznie

Myślałam, że komputer stanął na nogi. Prawie. Jak mogę go włączyć to nie mogę połączyć się z internetem. Chyba karta sieciowa odmówiła współpracy:-( Pisanie posta z telefonu to nie lada wyczyn. 

To napisałam wczoraj z telefonu. Zajęło mi to ok. 30 minut, więc porzuciłam tę bardzo czasochłonną opcję i wkradłam się do mężowego laptopa. 

U nas po afrykańsku. Temperatura na zewnątrz równa się tej, która jest wewnątrz naszej prawie 47 m posiadłości. Jednak ja nie narzekam - nagrzewamy się na zapas.

Z newsów - to ostatnio miałam bardzo miły kontakt z lekarzem na ostrym dyżurze w przychodni. A to wszystko dzięki mojej chęci zjedzenia maliny jadąc na rowerze - byłam ptakiem, przeleciałam przez kierownicę. Lot negatywnie odbił się na moim prawym łokciu, nadgarstku tejże samej ręki oraz prawej nodze.No i te maliny, które przeszły w konsystencję dżemu...
Z uwagi na fakt, że stan mojego łokcia był tak opłakany, że pokazywanie go, szczególnie w warunkach biurowych, nie byłoby taktowane, przywdziałam bluzkę z dłuższym rękawem, której mankamentem był fakt, że ciężko było ją zdjąć. Więc, gdy doktor chciał zobaczyć mój łokieć poprosiłam go, by pomógł mi zdjąć bluzkę. Doktor zrobił taki wytrzeszcz oczu, nie zrozumiał mojej prośby, chyba pomyślał, że składam niemoralną propozycję. Ale ostatecznie - pomógł.

Stan obecny moich kończyn oceniam na bardzo dobry z minusem. 

Fajnie, że te nasze dzieciaki mają wakacje. Mało fajnie, że my nie mamy dwóch miesięcy urlopu. Główkowanie, jak zorganizować czas - jest wyzwaniem. W piątek, dość nieoczekiwanie, jadę z Młodym na dwa tygodnie nad nasze polskie morze. I znowu mnie tu nie będzie. 

Ale jest iskierka nadziei, że może mój komputer skontaktuję się z google. Oddam go w dobre ręce. 

Tym, którzy na urlopie, życzę udanego urlopowania, tym, którzy już po - wytrwałości w pracy, a tym, którzy są przed - niech czas szybciej biegnie do Waszego urlopu.

Do miłego usłyszenia.


niedziela, lipca 07, 2013

Przerwa w nadawaniu

Z urlopu wróciliśmy wczesnym rankiem 24 czerwca. 
Dla Młodego  było nie lada wyczynem wstać o 4 rano (według naszego czasu 3 rano), by zdążyć na samolot, który startował o 6.30. Dał jednak radę - zuch chłopak!

Wakacje były fantastyczne. Pierwszy tydzień spędziliśmy na zwiedzaniu wyspy. Wypożyczyliśmy Hunday'ka i eksplorowaliśmy wyspę. Młody miał chwile zwątpienia, gdy drogi były usytuowane na krawędzi góry. Jednak docelowe widoki wynagradzały mu wszelakie stresy.



Kolejny tydzień spędziliśmy w składzie dwuosobowym, tzn. ja i Młody. Mąż do pracy musiał wracać. A to już był totalny stacjonarny, leniwy pobyt. Basen, morze, a wieczorem kolacja w Perkoli i gra w mini golfa. 


Kolejny tydzień przypadł na rozpoczęcie sezonu. Zrobiło się się ciut głośno i tłoczno. Jednak mimo to malutki hotel nie stracił swojego uroku.

Podsumowując urlop - Młody na moje pytanie, czy podobały mu się wakacje - odpowiedział - tak, ale ja i tak wolę Krynicę i polskie morze. Rośnie nam mały patriota (!!)


Odnośnie tytułu - mój zasłużony laptop się sypie i nie wiem, jak długo wytrzyma...

ps. dodam, że obecnie Młody zapadł na infekcję zwaną grypą meksykańską. Choroba, żebyśmy jeszcze byli w Meksyku...

niedziela, czerwca 09, 2013

Zerówkowy zawrót głowy

W związku z tym, że piątek (7.06) był ostatnim dniem w pracy przed moim urlopem,
a z zerówką nie wiedziałam, co i jak, zadzwoniłam do szkoły.
Mieli się odezwać do końca tygodnia, a tu cisza.
Pani Sekretarka uprzejmie poinformowała mnie, że z pozytywną decyzją dzwoniła wczoraj do męża (!!!). Zapamiętała go - to on biegł z podaniem do szkoły, nie ja.
Skomentowałam, że tak to jest z tymi facetami.
Do męża nie omieszkałam  zadzwonić i zadałam mu pytanie, czy dzwoniła do niego Pani ze szkoły w sprawie Młodego zerówki?
Może - nie wiem, zakręcony jestem przed urlopem - odpowiedział.
Głowy nie urwałam. 5 lat temu to bym się wnerwiła, a teraz nie.

A więc - Młody idzie do zerówki! Uff....

Dzięki za owocne trzymanie kciuków:-)


czwartek, czerwca 06, 2013

Karkołomności

Wychodzę z Młodym na kałużowe hulajnogo-rolki. 
W gwoli wyjaśnienia on na hulajnodze, a ja na rolkach. 
Już prawie mamy wyjść - mówię, że coś mi te dresy nie pasują do tych rolek
Młody na to - mamo, ty nie musisz być modna...



ps. o zerówce jutro będzie wiadomo. Nie koło domu, ale w naszej dzielnicy. 
Będę musiała samochodem podjeżdżać... 
aha i jeszcze jedno - gdybym tak nie zajrzała to za chwilę ruszamy na urlop - na dwa tygodnie. 


Do poczytania po powrocie.


wtorek, maja 21, 2013

Batalii cd.

 ... i powiedziałam brzydkie słowo, gdy odłożyłam słuchawkę po rozmowie z Panią Sekretartką.
Młody również nie dostał się do innej szkoły z rekrutacji dodatkowej.
Pani z Sekretariatu zasugerowała, ze może warto  obdzwonić szkoły.
Ja na to - już to robiłam i dodałam, że jako rodzic zrobiłam wszystko, co mogłam.

Ta wiadomość wbiła mnie w fotel.
Rzadko płaczę, ale łzy bezsilności popłynęły mi po twarzy.
Tu mieszkam i jestem zamedlowana, tu odprowadzam podatki  - i co? Pstro!

Dziś złożyłam podanie - odwołanie do szkoły z rekrutacji dodatkowej, z poprzedniej odwołanie zostało rozpatrzone negatywnie. Jutro pismo do gminy.

niedziela, maja 12, 2013

Raczej nieinaczej

W piątki to ja raczej żyję na oparach paliwa. 
Nawet przez telefon - służbowo - ograniczam się do nazwy firmy, o własnym imieniu i nazwisku zapominam.
Do przedszkola wbiegłam - a Młody we łzach. I mówi - myślałem, że już nie przyjdziesz.
Ja na to - mamy mają to do siebie, że zawsze przychodzą i zawsze są. Otarłam łzy, obejrzałam wszystkie rysunki Młodego (codziennie przynajmniej nasz rysownik popełnia dwa).
Zapomniałam zostawić karteczki na półeczkach dla rodziców, wzięłam buta (do grania) tylko jednego ...

I modliłam się o ładną pogodę, bo zapasowych butów zakrytych z wkładkami w domu brak.

Pogoda mnie nie wysłuchała. Zimno, buro i ponuro. 

A z zerówką raczej nie wiadomo. Bierzemy udział w rekrutacji dodatkowej. 
Szkoła dalej od naszej rejonowej w oko mi wpadła...

Trzymajcie kciuki. Oby Młody znalazł swoje miejsce w tejże zerówce.