Translate

piątek, kwietnia 20, 2012

Breaking news????

No to weekend się zaczął. Małżonek nie zapłacił za telefony - zapomniał. Fakt mówił coś w tym tygodniu, żebym zapłaciła, a on mi odda, ale jakoś nieśpieszno mi było, bo to prawie 600 zeta. No więc w dniu dzisiejszym można do mnie dzwonić, ja nigdzie. 
Moja mama nazwała to mega oszczędnością, a ja mega wkur... 
Chodzę na jazdy doszkalające z prawka. Coś mi się pokręciło, albo raczej nie zakodowałam, że dziś mam jazdy... Dostałam smsa od instruktorki - gdzie jestem - ona czeka - i nawet odpisać oraz zadzwonić nie mogłam! Dorwałam się w nocy do prepaida mężowego i napisałam kilka słów przepraszających - telefonu nie odbierała.
Na domiar tego Młody warę sobię rozwalił. Nie pierwszy raz, oczywiście.
A jutro idę na imprę. Teściowa wychodzi za mąż. Znajomi z niedowierzaniem pytają - ktoś od teściowej? Nie - teściowa, lat 60.
No, a ja w tym tygodniu świętowałam swoje rodziny. Jak zwykle masa niespodzianek i przyjemności ze strony znajomych. Ech, fajnie mieć urodziny, tylko to sąsiedztwo cyfrowe...
Miłego weekendowania!!!!

sobota, kwietnia 07, 2012

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

U nas świątecznie i leniwie, nawet bardzo. 
W tym roku jesteśmy u siebie. 
Odpoczywamy.  

I takiego leniwca życzę Wam.  Wesołego Alleluja!



wtorek, kwietnia 03, 2012

Dieta

Wydaje mi się, że mój laptop przeszedł na dietę. A przynajmniej jego ekran, bo wygląda tak:



Chyba się domyślam, co jest tego przyczyną . Młody w sobotę wszedł w interakcję z laptopem i ekran został oszołomiony, tzn. był latająco-paskowaty. Było to jednak płytki wstrząs mózgu, bo po jakieś godzinie wrócił do normy. Jednak się okazuje, że coś mu dolega. Oby ta choroba była uleczalna...

wtorek, marca 27, 2012

Serce

Słońce za oknem. 
W sercu także. 
Tylko w głowie skołatane myśli. 
Wśród nich dominuje jedna - będzie dobrze.
 Młodego serducho wymaga dokładnego sprawdzenia. 
Holter sprawdzi, jak bije jego serduszko, w kwietniu.

Ostatnio pisałam komuś, że wszystkie choróbstwa naszych dzieciaków to takie extrasy, które za nimi idą. Mam nadzieję, że ten extras będzie niegroźny. 
Ot taka natura Młodego.


ps. Biorę się za prasowanie, bo puka w drzwi szafy i woła - wyprasuj mnie. 
Słonecznych dni!

poniedziałek, marca 19, 2012

W biegu

Łikend totalnie zwariowany. 
Porządki w domu  - biegiem. 
Zakupy -biegiem. 
Pakowanie - biegiem.
SPA - mhmmm ... bardzo miło w równie miłym towarzystwie.
Niedziela 16 w domu. Przebieramy się - i biegiem do teatru.
Oglądać "Alladyna" to ogromna przyjemność dla Młodego i dla mnie.

Cały łikend w biegu. Mimo to było warto. I jeszcze ta piękna wiosna...



A dziś padam na nos.

piątek, marca 16, 2012

Zbiorcze wiści

Dziś kolega przyjechał po rowerek dla swojego Młodziana  po moim Młodzianie. 
Rowerek po Młodym stał w wózkarni w naszym bloku. 
Więc biorę rowerek i wydaje się na pierwszy rzut oka, że wszystko ok. 
Łapię za rączki - tylko gdzie są gumowe rączki? Niech to szlag - ktoś podprowadził gumowe rączki... 
Fa fa ra fa - to, co rzuca mi się na usta trzeba, by wypipać lub wykropkować.
Tyle dobrego, że dowód mój osobisty się znalazł. Był na poczcie i dzielnie czekał. 
A jutro łikend.
 Młody wraca od moich rodziców, a ja jadę do SPA (prezent podchoinkowy). 
I wcale mi się nie chce - wolałabym pobąblować w domku.
A w niedzielę Młody i ja pędzimy do teatru muzycznego. Kultura w tym roku u nas górą. A jakże.


Słońca na niebie i w serduchach wszystkich życzę!

sobota, marca 10, 2012

Piękna sobota jak nic

Wkurw mnie straszny bierze. Mam się spotkać dziś z koleżankami - dawno nie widzianymi. Mówiłam chłopu wcześniej, że ja dziś wychodzę. W czwartek wyskoczył z pomysłem, że pojedziemy do jego kolegi (poza nasze miasto). Ja na to - zapomniałeś o Młodym - bierze antybiotyk, więc o wyjściach można zapomnieć. No ok. Dodałam, że w sobotę, czyli dziś wychodzę. Jeszcze raz przypomniałam mu o tym rano, jak wychodził. Bądź wcześniej o 15, bo ja wychodzę. 30 minut temu zadzwonił, czy ma zrobić jakieś zakupy, bo ... goście do nas przychodzą - zaprosiłem ich na wieczór - dodał. No to wkurw mnie straszny wziął. Wydarłam się przez telefon - że ja mówiłam, że wychodzę. Po drugie to wspólnie tu mieszkamy i gości zapraszamy razem, wcześniej o tym rozmawiając. No i jak zwykle to jego znajomi, bo moi znajomi są "dziwni", tzn. spokojni ludzie. I jeśli przychodzą to męża brak. Twierdzi, że zna już za dużo ludzi i po co ma poznawać nowych.

Goście, gośćmi, a życie  życiem. A na dom to o kasie muszę non stop przypominać. Najlepiej to nie dawać, bo on rozwija biznesy. Tylko żyć z czegoś trzeba. Nie mówię, że ja nie mam. W takim razie po co chłop w domu, który na dom daje wtedy, gdy żona go poprosi.