Choroba Młodego paraliżuje mnie w środku wtedy,
gdy naprawdę nie wiadomo, co jest przyczyną ...
Teraz jest właśnie tak - wysoka gorączka (40 st.), bóle brzucha, wymioty były wcześniej, glut przedszkolny plus kaszel niezaduży towarzyszy.
I tak wchodzimy w trzecią dobę.
Krew dziś była pobierana - u taty na kolanach.
Młody bardzo dzielny - nie płakał. Tylko jedną łezkę zauważyłam pod jednym okiem.
Wyniki powiedzmy w normie, tzn. CRP nieznacznie podwyższone, do tego pewne wartości z wymazu przekraczają niewiele dopuszczalne wartości.
Na pewno nie jest to bakteria.
Cholerka, ale co?
Jak do jutra nie przejdzie gorączka to mam podać antybiotyk. Tylko na co?
Jutro czeka nas USG brzucha. Prywatnie, oczywiście. Na państwowe usługi nie ma co liczyć.
Wczoraj próbowałam się dodzwonić do szpitala, który pełni dyżur pediatryczny.
Tam zostałam poinformowana, że dyżuru jako takiego nie ma - tę rolę pełnią dyżury przychodnie
w dzielnicach. Ale tam USG nie zrobią! Błędne koło.
w dzielnicach. Ale tam USG nie zrobią! Błędne koło.
Miałam być na urlopie, jestem na zwolnieniu lekarskim.
Gdy Młody tak choruje serce mnie boli.
Zastygam - nie mam ochoty dbać o dom, snuję się
i wyczekuję tego lepszego zdrowszego dnia.
Zastygam - nie mam ochoty dbać o dom, snuję się
i wyczekuję tego lepszego zdrowszego dnia.